data: 26.07 - 31.07.2016

Historia Paulo



Marzyłeś kiedykolwiek o byciu bohaterem filmowym? A może miałeś kiedyś wrażenie, że świat chce cię pożreć? Jeśli myślałeś o tym, to jesteś taki jak ja i, tak samo jak ja, zawsze chciałeś być wolontariuszem podczas Światowych Dni Młodzieży.

Dla mnie wszystko zaczęło się w 2004 roku, kiedy jako czternastolatek zacząłem zbierać aluminiowe i tekturowe opakowania po to, żeby je sprzedać, a zarobione pieniądze włożyć do skarbonki z oszczędnościami na ŚDM. Uzbierałem zaledwie kilka euro, gdy zupełnie niespodziewanie nadszedł 13 sierpnia 2005 roku.

Piętnastodniowe pielgrzymowanie zmieniło moje życie i stałem się uzależnionym od Jezusa wielbicielem katolicyzmu i chrześcijańskiej młodzieży, który w pielgrzymowaniu szukał wszystkich możliwych dróg prowadzących do doświadczenia osobistego spotkania z Chrystusem (ostatecznie: „przybyliśmy, aby Go wysławiać”).

Zakochany absolutnie we wszystkim pojechałem na ŚDM 2005 (w Kolonii, w Niemczech). W ciągu następnych trzech lat stałem się pobożnym pracownikiem i, w mgnieniu oka, już byłem w Sydney (w Australii), zastanawiając się, podczas osiemnastogodzinnej podróży samolotem, jak prosić Ojca o Ducha Świętego oraz o przemienienie mnie w wiarygodnego świadka i światło w pogrążonym w ciemnościach świecie, którego sam byłem częścią. I znów Pan mnie zaskoczył, przekraczając moje najśmielsze oczekiwania. Bycie turystą w mieście takim jak Sydney było interesującym przeżyciem. Wielu ludzi nigdy nie słyszało o Jezusie Chrystusie czy katolicyzmie i z każdym świadectwem, z każdą rozmową czy obiadem Pan dawał mi okazję do bycia światłem dla tych osób. On dał mi wszystkie potrzebne zdolności, które otrzymałem słuchając świata, katechez oraz nabywając wcześniejszych doświadczeń... Jestem w 100% pewien, że każda sekunda była tego warta, chociaż zdarzało się, że byłem głodny, zmęczony, zmarznięty i miałem gorączkę. Z zamkniętymi oczami zrobiłbym to ponownie.

W 2010 roku miałem okazję mieszkać w Madrycie. Dzięki temu trafiłem do centrum wolontariatu i mogłem dać coś od siebie w sekcji komunikacji i portali społecznościowych. Moja rola była bardzo prosta i zarazem bardzo ważna: tłumaczenie tekstów, publikowanie informacji i wpisów na portalach społecznościowych, dodawanie oraz zdjęć i podpisów, odpowiadanie na pytania itd. Była to ciężka praca, którą wykonywałem przez sześć miesięcy. Potem wróciłem do Brazylii. Z tego powodu nie mogłem uczestniczyć w ŚDM w Madrycie. Brak możliwości bycia tam sprawiło mi ogromny ból, zarówno psychiczny, jak i duchowy, ale przyjąłem wolę Boga.

Odebrałem swoją nagrodę i spędziłem najlepsze dni mojego życia, będąc wolontariuszem podczas ŚDM w Rio w 2013 roku. Przygotowania przed wyjazdem i spotkania wstępne były genialne. Mogłem poznać ludzi, z którymi miałem pracować w Rio, przygotować się do wykonywania mojej pracy jako wolontariusz, zobaczyć miasto, widoki itd. Współpracowałem z sekcją ratownictwa i moim zadaniem było zajmowanie się osobami, które potrzebowały pomocy lekarskiej. Brałem udział w kursach pierwszej pomocy i reanimacji. Przeprowadzaliśmy też symulacje nagłych wypadków. Podczas ŚDM (magiczne dni, których nie potrafię dokładnie opisać) nie miałem żadnego nagłego wezwania. Musiałem tylko przetransportować do najbliższego szpitala kilka osób, które źle się czuły. Bycie gotowym do działania 24 godziny na dobę było częścią mojej pracy i musiałem być przygotowany na stawienie czoła każdemu problemowi oraz niesienie pomocy każdemu, kto mógł jej potrzebować. Mimo tego myślę, że właśnie to przyciągnęło moją uwagę do wolontariatu: pomaganie, tworzenie,  organizowanie, obserwowanie, działanie i wiele innych. Bycie wolontariuszem oznacza otrzymywanie wynagrodzenia, jakiego nie może zapewnić żadna praca. Wszystko robi się z taką miłością, uczuciem, chęcią... Ludzie nie oczekują od ciebie niczego innego, jak tylko tego, co w tobie najlepsze.

Po tym wszystkim, co przeżyłem, jestem tutaj, pracując z młodymi ludźmi z całego świata przy tworzeniu grupy wolontariuszy na ŚDM Kraków 2016. I jeśli mógłbym dać jakąś radę tym, którzy wahają się czy pojechać na ŚDM, powiedziałbym im: NIE WAHAJCIE SIĘ WIĘCEJ! JEDŹCIE! Skorzystajcie z tej okazji! Poświęć się! Pozwól, aby porwała cię dłoń Jezusa Chrystusa! On chce żebyś tam był, chce osobiście spotykać się z tobą każdego dnia twojego życia i chce nawiązać to porozumienie podczas Światowych Dni Młodzieży. Zapewniam Cię, że warto i możesz być pewny, że Bóg zrekompensuje Ci wszystko, co zostawisz za sobą, zwracając podwójnie.

Z wiarą, nadzieją i miłością

Paulo Roberto Mascara

21 listopada 2014, Sao Paulo


Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Pozostając na tej stronie, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookies.

Potwierdzam